Mam jeszcze wiele wpisów z jej twórczością - ale czas ucieka nieubłaganie, postanowiłam więc, że dziś ze względu na ostatnie wydarzenia pokażę Wam właśnie nasze świnki i prace z gliny którą Julka zrobiła kilka miesięcy temu. Czytajcie dalej:)
Niecałe dwa tygodnie temu Ciri bardzo zachorowała - było to następstwem jej choroby wykrytej w styczniu. A że świnkowy czas liczy się inaczej, mimo usilnych starań weterynarzy i cudownej opieki Julki po prostu nie dała rady. Wszyscy domownicy przeżyli ten czas trudno. Licja została sama, a nasz zaprzyjaźniony weterynarz powiedział, że Licja potrzebuje towarzystwa i to czym prędzej. I rzeczywiście jej waga zaczęła spadać a z wesołej świnki zrobił się strachliwy uciekinier.
Więc po 2 dniach zaczęliśmy poszukiwania - zgłosiliśmy się do Stowarzyszenia Pomocy Świnkom Morskim, napisaliśmy na wszelkich forach, grupach itp - i okazało się, że wszystkie Panie Świnkowe są do adopcji w parach. Naszła nas myśl, że może powinniśmy powiększyć stadko, skoro nie ma jakiejś samotniczki do adopcji.
W środę (tydzień temu) mimo toczących się spraw w stowarzyszeniu (wiedzieliśmy że są dwie dziewczynki do adopcji - ale czekał nas proces adopcyjny - trwający kilka dni a nam zależało na czasie) dostaliśmy telefon, że pewien Pan oddaje dwie świnki - samiczki. Pojechałyśmy je zobaczyć z Julką i... przepadłyśmy.
Z adopcją w Stowarzyszeniu wygrał czas w którym Licja miała znaleźć przyjaciółki - ale zawsze będziemy popierać inicjatywę, żeby zwierzątka przygarniać, adoptować a nie kupować! Tak dużo ich czeka wokół na nasza miłość.
Następnego dnia rano dziewczyny były u nas. Oto one:
Jaylah zwana Milką
Rey zwana Colą
Stadko na nowo
I tylko czasem mam kulkę w gardle, że nie ma z nami Ciri, która była mi szczególnie bliska.
Czas pędzi i pewne są tylko zmiany, czasem jak ta - bolesne.
Nowa nadzieja jednak nadeszła i trzymajcie kciuki, żeby dziewczyny były zdrowe.
No comments:
Post a Comment